Mozart i Czarodziejski Flet – bardzo krótka historia powstania opery

Mozart nie kreślił; przelał na papier swoje sumienie, uczucia i duszę. To właśnie On świadomy charakterów jakie stworzył zapisując kolejne strony partytury jest prawdziwym ojcem CZARODZEJSKIEGO FLETU – Opery, która była jego ostatnim utworem; arcydziełem zawierającym tak dużo prawdy i geniuszu że za każdym razem słuchając jej, dyrygując czy studiując partyturę odkrywam coś nowego …

Dr Dariusz Mikulski – dyrektor Filharmonii Sudeckiej

Na początku marca 1791r. zjawił się niespodziewanie u Mozarta Emanuel Schikaneder. Był on niezwykłą postacią: karierę rozpoczął jako skrzypek grający w jarmarcznych tancbudach, później przystał do wędrownej trupy teatralnej, gdzie w zależności od potrzeb był aktorem, śpiewakiem, librecistą, reżyserem, dramaturgiem. Legenda głosi, że Według biografa Mozarta Hermana Alberta był On” prawdziwym dzieckiem tamtej epoki, łączącym w sobie naturę
geniusza z naturą partacza „.
Kiedy już jako dyrektor „Theater an der Wien” Emanuel Schikaneder osiadł na stałe w Wiedniu, wpadł na pomysł wystawienia nowej opery do samodzielnie napisanego libretta.
Z tym pomysłem w marcu 1791 r. odwiedził Mozarta, proponując mu współprace, adaptację libretta i opracowanie strony muzycznej. Mozartowi pomysł ten bardzo się spodobał i niemal od razu rozpoczął pracę nad CZARODZIEJSKIM FLETEM – operą do której powstania i późniejszego sukcesu przyczynili się z całą pewnością Emanuel Schikaneder, współpracujący z nim Karl Ludwig Giesecke i oczywiście Wolfgang Amadeusz Mozart.

CZARODZIEJSKI FLET – libretto

Tarmino – młody książę z DALEKIEJ KRAINY oddaliwszy się podczas łowów od swych towarzyszy, zabłąkał się w dzikiej okolicy, nie wiedząc, że wkroczył na teren państwa Królowej Nocy. Nagle rzuca się na niego potworny, wielki wąż – Tarmino panicznie ucieka, ale siły go opuszczają i pada zemdlony na ziemię. Od zguby ratują go Trzy Damy – służące Królowej Nocy, które zabijają potwora, a zachwycone urodą księcia pokazują mu portret córki Królowej Nocy – Paminy, którą uprowadził i więzi w swoim Państwie Słońca arcykapłan Sarastro.
Wkrótce zjawia się sama Królowa Nocy, która obiecuje księciu rękę swej córki w zamian za jej uwolnienie. Do pomocy w niebezpiecznej wyprawie przydziela mu swego ptasznika Papageno (postać ludzką pokrytą ptasimi piórami), a także ofiaruje mu magiczne przedmioty – (tytułowy) czarodziejski flet oraz dzwonki – mające odganiać złe moce i bronić przed niebezpieczeństwami.

„Czarodziejski Flet” to znakomite połaczenie muzyki płynącej od filharmoników oraz opery w jedną całość. Przy wyraźnym świetle, aktorach będących w ciągłym ruchu oraz wspaniałej scenografii spektakl sprawia, że widz czuje się jak by był w świecie, w którym dokonuje się czarów. Mozart’owski „Czarodziejski Flet” – ostatnie działo kompozytora w tej postaci spraw, iż ów sztuka stała się największym i najwspanialszym przekładem jaki kiedykolwiek wystawiono na deskach wałbrzyskiej filharmonii. Nie dość wspomnieć, że proćz zakładenej tylko jednej jedynej premiery wystawiono również próbę generalną do spektaklu dla widzów oraz Prewiev spektaklu w dniu po premierze. Na wszystkie przedstawienia sprzedano nadwyżkę biletów, których w kasach filharmonii nie było już tydzień przed pierwszą próbą generalną. Sukces Filharmonii Sudeckiej sprawił, że być może wałbrzyski przekład „Czarodziejskiego Fletu trafi na deski innych filharmonii w Polsce…Kto wie być może niebawem ujrzymy go w Warszawskiej Filharmonii Narodowej. Szczerzę życzę tego wszstkim tym ludziom, którzy przyczynili się do tego, że to właśnie w Wałbrzychu poraz pierwszy pokazano ten przekład libretto „Czarodziejskiego Fletu”.